Szczwany lis
[04/02/2010 | nhl.com.pl]
Prawie dekadę temu najbardziej utytułowany menedżer w historii Edmonton Oilers
Glen Sather przeniósł się z tego kanadyjskiego, spokojnego miasta do Nowego Jorku. Tam, mając do dyspozycji pokaźny budżet miał zbudować prawdziwą hokejową dynastię. Zaledwie dwie zwycięskie rundy playoff, kilka słono przepłaconych kontraktów i rzesza niezadowolonych fanów Blueshirts. Tyle udało się osiągnąć. Nic dziwnego więc, że Sather ostatecznie zdał sobie sprawę, że jego posada chwieje się u podstaw i gorączkowo zaczął naprawiać swoje błędy. Przynajmniej częścią z nich zajął się już w ubiegły wtorek.
Po niespełna dwóch dobach spekulacji i niedomówień Broadway opuścili pozyskani przed sezonem skrzydłowi
Ales Kotalik i
Christopher Higgins. W drugą stronę natomiast powędrowali hokeiści Calgary Flames
Olli Jokinen i
Brandon Prust. Gdyby bliżej przyjrzeć się zarówno potencjałowi jak i umowom wymienionych zawodników, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że zespoł z Nowego Jorku zyskał nieporównywalnie więcej od Kanadyjczyków. Sather za jednym zamachem pozbył się nie jednego, a dwóch problemów. Dysponujący przecież świetnym strzałem Kotalik ze swoimi 9 mln USD za 3 lata gry ostatnio częściej siedział na trybunach niż grał. Nieskuteczność strzelecka Higginsa z kolei stała się w pewnym momencie nawet powodem do żartów w Nowym Jorku. Kibice Rangers śmiali się, że ten wyrzucony z łódki miałby problemy z trafieniem w taflę wody.
Żarty odłóżmy jednak na bok, bo robi się coraz ciekawiej. Wspomniana wymiana może być swoistym preludium dla następnych "oczyszczających" ruchów Sathera. Prust bez problemu może zastąpić mającego wysoki kontrakt [2,8mln USD / 2 lata]
Donalda Brasheara, tym bardziej, że ten ostatnio popadł w niełaskę trenera
Johna Tortorelli. Jokinen natomiast, o ile nie sprawdzi się w nowym otoczeniu, już przed 3 marca [czyli zamknięciem okienka transferowego w NHL] może stać się bardzo łakomym kąskiem dla każdego zespołu mającego mistrzowskie aspiracje. A jeżeli nie, to co tracą Rangers? Niewiele. Co więcej, sporo mogą zyskać.
Można mieć różne opinie na temat pracy Glena Sathera i o ile rzadko udawało mu się trafić w dziesiątke z wyławianiem "wolnych strzelców" [w tym sezonie
Marian Gaborik jest od tego trendu wyjątkiem], to do wymian z reguły miał przysłowiowego "nosa". Zresztą strategia "Slatsa" jest chyba dużo bardziej perspektywiczna niż mogłoby się to na pierwszy rzut oka wydawać. W ostatnich dniach z zewsząd słychać, że Rangers są poważnie zainteresowani pozyskaniem
Ilji Kowalczuka, który miałby stworzyć ze wspomnianym Gaborikiem snajperski super-duet. Trudno powiedzieć czy to się uda i czy Nowojorczyków stać na Rosjanina. Jedno jest jednak pewne. Szczwany lis - Sather czuje, że nadchodzą jego ostatnie dni i nie zawaha się ani chwili, żeby użyć swoich najlepszych sztuczek.
Marcin Śliwa