Analiza: Sukces albo porażka
[22/06/2008 | nhl.com.pl]
Co roku w drafcie drużyny poza pierwszą rundą decydują się na ryzykowne wybory. Własnością ekip NHL stają się zawodnicy, którzy albo będą w lidze gwiazdami, albo w ogóle do niej nie dotrą. Takim graczem był Henrik Zetterberg, ale było też wielu, których nazwisk nikt już nie pamięta. Kto może być takim zawodnikiem w tym roku?

Z ostatnim, 211 numerem w drafcie Detroit Red Wings sięgnęli do kraju, który dał im ich największe gwiazdy i wybrali napastnika Jespera Samuelssona. Dwudziestolatek w 40 meczach pierwszej dywizji (szwedzka trzecia liga) zdobył 63 punkty i podpisał już kontrakt na grę w Elitserien, gdzie będzie reprezentował Timrę. Szwed w rozwoju kariery przypomina Fabiana Brunnstroma, o którego w tym roku walczyło wiele drużyn z NHL. Samuelsson jest świetnym rozgrywającym, ale brakuje mu warunków fizycznych. Szwed nie grał też jeszcze na najwyższym poziomie i nie wiadomo, jak poradzi sobie w ligach lepszych niż trzecia liga szwedzka. Detroit Red Wings pokazali już jednak, że ich wybory w dalszych rundach bywają lepsze niż te na początku, więc warto zwrócić uwagę na tego zawodnika.

Center Colin Long, wybrany z numerem 99 przez Phoenix Coyotes również postrzegany jest jako zawodnik, który nie ma odpowiednich warunków fizycznych. Był on dostępny już w drafcie 2007, ale żadna drużyna się na niego nie zdecydowała. W tym sezonie jednak nabrał trochę masy mięśniowej, co zaowocowało 72 punktowym skokiem – rok temu w Kelowna Rockets w WHL zdobył 28 punktów w 69 meczach, a w tym roku 100 w 72. Eksperci wciąż jednak kwestionują jego kondycję, a także nawet umiejętności techniczne, gdyż w sezonie 2006/2007 nic nie wskazywało na to, że może on kiedyś zdobyć 100 punktów.

Do sytuacji Longa porównuje się tą Justina Azevedo, wybranego z numerem 153 przez Los Angeles Kings. Azevedo ma już jednak za sobą aż cztery sezony na poziomie major junior – w Kitchener Rangers w OHL. Przez pierwsze trzy lata osiągał bardzo dobre wyniki, ale i tak został dwukrotnie pominięty w draftach ze względu na swój wzrost – Azevedo jest wyraźnie niższy niż Long. Dopiero po tym jak w tym roku w 67 meczach zdobył 124 punkty zwrócono na niego uwagę. Wydaje się, że dużo zawdzięcza mu wybrany z numerem ósmym Mikkel Boedkker. To Azevedo, a nie on był liderem drużyny. Jednak w OHL grał w większości przeciwko młodszym zawodnikom i dlatego jego wyniki w ostatnim sezonie mogą nie oddawać jego umiejętności.

Coyotes także z numerem 159 wybrali niskiego centra. Brett Hextall, syn byłego bramkarza Philadelphia Flyers, a obecnego asystenta menedżera Kings Rona Hextalla, grał w tym sezonie w Pentincton Vees w BCHL [pozom junior A], gdzie wykazał się raczej grą fizyczną niż umiejętnościami ofensywnymi [45 punktów i 156 minut karnych w 59 meczach]. Rzadko się zdarza by zawodnicy, którzy w słabych ligach nie dominowali, zostawali gwiazdami w NHL. Hextall miał już jednak okazję sprawdzić się z lepszymi od niego. Gdy jego ojciec zatrudniony był przez Flyers, Brett uczestniczył w obozach dla wybranych w drafcie zawodników i mimo że był od nich o kilka lat młodszy, wcale nie odstawał techniką. Hextalla tak naprawdę ocenić będzie można dopiero po najbliższym sezonie, w którym będzie grał na Uniwersytecie Północnej Dakoty.

Z numerem 103 Edmonton Oilers zdecydowali się na Johana Motina. Szwedzki obrońca ma już na koncie dwa sezony w Elitserien w barwach Farjestadts Karlstad. Miał on jednak problemy z grą na tak wysokim poziomie. Motin szybko jeździ na łyżwach, nie popełnia zbyt dużo błędów i dobrze blokuje strzały. Nie gra jednak ciałem, mimo że ma dobre do tego warunki, a mimo bardzo dobrych umiejętności, nie potrafi strzelać bramek. Po słabszym początku sezonu miał także problemy z regularną grą na 100% możliwości. Wydaje się więc, że Motin albo w ogóle nie trafi do NHL, albo będzie bardzo dobrym defensywnym obrońcą. Posiada jednak potencjał, by także zdobywać punkty.

San Jose Sharks dwukrotnie w tym drafcie wybierali obrońcę o nazwisku Demers. Z dwójki niespokrewnionych ze sobą Demersów, większy potencjał ma Julien Demers, wybrany z numerem 146. Grał on w tym sezonie w Ottawa 67’s w OHL, gdzie w 65 spotkaniach zdobył 33 punkty. Wraz z nim grał Tyler Cuma, wybrany przez Minnesota Wild z numerem 23 – zdobył on 32 punkty w 59 spotkaniach. Nie ma wątpliwości, że Cuma jest pewniejszym wyborem i ma większy potencjał. Demers nie ma takich umiejętności przywódczych, ale za to imponuje warunkami fizycznymi i gotów jest zrzucać rękawice. Dużym znakiem zapytania jest jednak jego jazda na łyżwach, która może spowodować, że nigdy nie dostanie szansy w NHL.

Joacim Eriksson, szwedzki bramkarz wybrany przez Flyers z numerem 196, nie miał w tym sezonie zbyt wiele okazji do gry. Zarówno w drużynie Brynas, grającej w lidze do lat 20, jak i w reprezentacji Szwecji na Mistrzostwach Świata do lat 18 był tylko rezerwowym, zmiennikiem Jacoba Markstroma, wybranego z numerem 31 przez Florida Panthers. Jednak gdy Markstrom został powołany do Elitserien, Eriksson rozgrywał mecze życia. W playoff ligi do lat 20 [SuperElit] puszczał 1,82 bramki na mecz i bronił 94.2% strzałów. Chwalono go za to, że potrafił samemu wygrywać mecze. Sytuacja Erikssona jest trudna ze względu na rywalizację z Markstromem, który zawsze będzie blokować mu miejsce, ale wydaje się, że ma on talent by trafić do NHL. Nie miał on jednak jeszcze okazji by go w pełni zaprezentować i tak naprawdę nie wiadomo, jak sprawować się będzie na wyższym poziomie gry. Eriksson i tak ma łatwiejsze zadanie niż jego zmiennik, trzeci młody bramkarz Brynas Anders Lindback, wybrany przez Nashville Predators z numerem 207.

Piotr Pietrzak

Archiwum



hockeydb.com
Nazwisko gracza:
 
Google